czwartek, 4 sierpnia 2011

Morze :)

Cześć!
Wybaczcie za długą przerwę w pisaniu, ale spowodowana ona była tym, że byłam nad morzem z moim chłopakiem na 5 dni :) Pojechaliśmy do Dziwnowa już drugi rok z rzędu. Kocham tą miejscowość, nie jest ani za mała, ani za duża, piękna, szeroka plaża, czysta woda, ciche osiedle zaraz obok centrum, miejsca do zakupów, zabawy, kluby na plaży :) Prawie codziennie chodziliśmy na imprezy :) Nogi mi wieczorami odchodziły od tyłka, pulsowały wręcz w środku... ^^

W pierwsze dwa dni było pochmurno i chłodno, jednak nie padało, i dobrze, bo mogliśmy się nachodzić bez męczenia się upałem ;) Jak widać niezły Eskimosek ze mnie, jednak chodziliśmy hardo na plażę podziwiać morze i spacerować! A co, nie wolno się poddawać!

Zdjęcia najlepiej oglądać w powiększeniu, klikając na nie, bo straciły na jakości po dodaniu na bloga.



Codziennie piliśmy obowiązkowo po jednym piwie, już mam go dość szczerze mówiąc... na jakiś czas :p


Oczywiście nie obyło się bez wędzonej rybki, tutaj flądra, która jest najtańsza ale niezbyt smaczna, za to odkryliśmy przepysznego karmazyna, a jeszcze mieliśmy wędzarnię w której podawali rybki prosto z szafy do wędzenia, ciepłe i pachnące, to w ogóle go pokochałam miłością szaleńczą :D


Codziennie chodziliśmy wieczorami najpierw na piwo i bezsensowne gry typu  hokej na stole albo rzucanie do kosza za punkty haha :D Potem udawaliśmy się do klubu na plaży i tańczyliśmy, albo siedzieliśmy nad wodą. Raz udało się nam oglądać spadające gwiazdy! Udało się naliczyć ok. 10 :) niebo było tak pięknie rozgwieżdżone!

Tutaj akurat nie ma fotki z tej nocy ze spadającymi gwiazdami, ale jest fotka z deszczem ;)

W jeden dzień wybraliśmy się też do Międzyzdrojów, na molo, do Copacabany na drinka i z okazji naszego 2,5 roku przyczepić kłódkę na molo... Słyszeliście o modzie na kłódki z imionami? Pary przyczepiają gdzieś kłódkę ze swoimi imionami, po czym wyrzucają kluczyk do morza/rzeki/fontanny :) Symbolicznie pieczętując swój związek. Chciałam to zrobić i cieszę się, że udało mi się to zrobić w takim ładnym miejscu!


Kilka fotek z mola:


Byliśmy też w Copacabanie, klubie na plaży, gdzie kupiłam najlepszego drinka na świecie! Podawany był w kokosie, tego kokosa potem wzięłam ze sobą i robił taką sensację na mieście, że ludzie stukali się i pokazywali go palcami, a małe dzieci płakały że też takiego chcą :D


Był przepyszny i przepiękny, zwłaszcza, że wypity na tarasie na plaży podczas zachodu słońca... :)


Wcinaliśmy lody masowo.
Mogłabym jeść takie amerykańskie codziennie!

Oprócz tego zostałam fanką małej Nutelli :D


W sam raz na jedną kanapkę, ale ja wyjadałam ją palcem ;) jak świnia.


Ostatniego dnia poszliśmy na zachód słońca, był piękny :)



Czy wy widzicie to co ja? Bo ja jak widzę to zdjęcie to mi w brzuchu burczy...



Wakacje były bardzo udane :) Szkoda, że te wakacyjne, beztroskie dni tak szybko mijają. Na szczęście przez 3 dni na 5 był upał, więc się opaliłam, napływałam w morzu...spaliłam łydki! Na bank się nie wysypiałam więc teraz to nadrabiam w domu... i niedługo idę spać, więc dobranoc! :)

7 komentarzy:

  1. mmm lody <3
    zapraszam do mnie, będzie mi miło jak wpadniesz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. aż mi smaka narobiłaś :) cieszę się, że świetnie się bawiłaś, aż miło się czyta takie posty ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne, też bym tam chciała pojechać. Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że Ci smakowało. :) Jeja, jak ja bym chciała takiego drinka w kokosie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. :) w Dziwnowie są takie same lody koło sklepu Żabka

    OdpowiedzUsuń